Spektakularny tatuaż różany na szyi w kolorze czarno-białym. Jeśli lubisz flores i chcesz odważyć się na kawałek w jednym z najbardziej bolesne miejsca, nie myśl już o tym i spójrz na te spektakularne projekty de różowe tatuaże na szyi. Czy w realistyczny projekt lub w jednym kawałku old school, te rosa wyglądają spektakularny! Wskaźnik1 Bez bólu: jak przygotować się do tatuażu na szyi2 Piękne tatuaże różane na karku Bez bólu: jak przygotować się do tatuażu na szyi Oszałamiający tatuaż na klatce piersiowej z różą na szyi. L Tatuaże w tym obszarze ciała są bardzo przyciągające wzrok i imponujące. Tak szyja Jest to jeden z najbardziej bolesne miejsca gdzie się wytatuować, z tym, co musisz mentalizować, że będzie to plik bardzo intensywne przeżycie. Niektórzy opisują ból z tatuaże na szyi bardzo lubię coś uciążliwy, ponieważ bliskość Cara wydaje się zwiększać poziom bólu. Ponadto maszynka do tatuażu tonie w tchawica, z czym nie możesz normalnie oddychać. Sposób na mentalnie przygotować bo ból jest porozmawiaj o tym najpierw ze swoim tatuatorem, zwłaszcza jeśli jest to Twój pierwszy tatuaż w tej okolicy. Możesz to zabrać uspokoić, spróbuj najpierw mały obszar i zdecydować jeśli ból jest zbyt silny śledzić. Piękne tatuaże różane na karku Czerwony tatuaż z akwarelowymi akcentami na karku. Te rosa są one idealny projekt za szyję przy jego Okrągły kształt. Wyglądają świetnie niezależnie od wybranego przez Ciebie wzoru, choć każdy może symbolizują różne rzeczy. Na przykład możesz emulować rozszerzenie starożytni żeglarze z tatuaż old school. Dawniej lwy morskie wybrały tatuaże różane dla pamiętaj o ważnych kobietach w swoim życiu (żony, dziewczyny, a nawet matki) podczas ich długich podróży morskich, ponieważ róże są symbol kobiecości. Różany tatuaż old school w szyi. Z drugiej strony, jeśli wybierzesz jedną różowy stylu realistyczny, możesz wziąć pod uwagę znaczenie związane z jego kolor. Na przykład kolor żółty reprezentuje przyjaźń, rojo pasja, fioletowy członkowie rodziny królewskiej… L różowe tatuaże na szyi są spektakularne, ale bolesne. A ty, odważysz się z nimi? Treść artykułu jest zgodna z naszymi zasadami etyka redakcyjna. Aby zgłosić błąd, kliknij tutaj.
Tatuaż na szyi – 26 inspirujących projektów na tatuaż. Pośród wszystkich tatuaży znajdziemy takie, które w szczególności łatwo przyciągają uwagę. Niewątpliwie jednym z nich jest tatuaż na szyi, który ze względu na swoje umiejscowienie gwarantuje, że każdy zwróci na niego uwagę. Szyja jest to miejsce, gdzie pomimoNie jest przykładem sportowca, w klasycznym, podręcznikowym tego słowa znaczeniu. Od zawsze wzbudzał wiele kontrowersji, nie tylko na boisku, ale także poza nim. Charyzmatyczny i charakterny, odważnie dyrygował linią obrony kolejnych klubów i reprezentacji Polski. I mimo ponad 40 lat na karku, niezmiennie trzyma wysoki poziom, znów broniąc bramki „swojej” Legii Warszawa. Zdarza się, że wciąż, mimo upływu czasu i olbrzymiego doświadczenia, jego temperament daje o sobie znać, ale taki właśnie jest. A większość kibiców średniego i młodego pokolenia w ogóle nie wyobraża sobie polskiego futbolu bez niego – Artura Boruca. I choć niewątpliwie blisko 25-letnia kariera golkipera nieuchronnie dobiega końca, można być pewnym, że w pamięci fanów nie tylko nad Wisłą, już znalazł należne sobie miejsce. A – jak Anglia. W bogatej karierze polskiego bramkarza nie mogło zabraknąć występów w kolebce futbolu. I mimo, że największe sukcesy odnosił w innej części Wielkiej Brytanii, również w tym kraju prezentował swoje umiejętności. Przez blisko dekadę występował głównie w Premier League (sezon spędził również na zapleczu angielskiej ekstraklasy). W tym czasie reprezentował barwy Southampton i Bournemouth. B – jak Borubar. Zdaniem wielu kibiców właśnie w taki sposób, po zremisowanym 1:1 meczu z Austrią na Euro 2008, polskiego bramkarza nazwał Lech Kaczyński. Ówczesny Prezydent RP w wywiadzie dla Polsatu wyraził uznanie dla golkipera, a niewyraźnie wypowiedziane zdanie mogło sugerować pomylenie nazwiska zawodnika Celtiku Glasgow. W rzeczywistości z ust głowy państwa padło jednak zdanie: „Dobry był także nasz bramkarz – Artur Boruc bardzo”. C – jak Celtic. Polski bramkarz przez pięć lat występów w Glasgow zapracował na miano jednej z klubowych legend. Od 2005 do 2010 roku w barwach Celtów Boruc rozegrał 221 spotkań i walnie przyczynił się do wywalczenia trzech tytułów mistrzowskich, Pucharu Szkocji i dwóch Pucharów Ligi. Artur Boruc wraz z kolegami z drużyny świętuje wywalczenie tytułu mistrza Szkocji w sezonie 2006/2007. Obok Polaka trofeum wznosi kapitan Celtiku – Neil – jak debiut. Przygoda z reprezentacją Polski Artura Boruca trwała ponad 13 i pół roku, a jej początek miał miejsce dokładnie 28 kwietnia 2004 roku na stadionie Zawiszy w Bydgoszczy. Właśnie wtedy prowadzona przez Pawła Janasa drużyna, w towarzyskim spotkaniu bezbramkowo zremisowała z Irlandią. 24-letni wówczas golkiper warszawskiej Legii zaczął na ławce rezerwowych, ale w 59. minucie zastąpił między słupkami Jerzego Dudka. E – jak Euro 2008. Po trzech spotkaniach na mundialu 2006, również dwa lata później Boruc (już w drużynie prowadzonej przez Leo Beenhakkera) był podstawowym bramkarzem, a podczas meczów z Niemcami (0:2), Austrią (1:1) i Chorwacją (0:1) okazał się najjaśniejszą postacią w ekipie biało-czerwonych. Bez jego skuteczności między słupkami austriacko-szwajcarski turniej mógł zakończyć się prawdziwą kompromitacją. F – jak Fiorentina. Włoska przygoda bramkarza była najkrótsza ze wszystkich zagranicznych okresów jego kariery. W ekipie Fiołków spędził dwa sezony, podczas których wystąpił w sumie w 64 spotkaniach. Początkowo był zmiennikiem Sébastiena Frey’a, ale gdy Francuz doznał kontuzji, zajął jego miejsce, którego później już nie oddał. Po wygaśnięciu dwuletniego kontraktu klub z Florencji nie zdecydował się jednak na jego przedłużenie. ŹRÓDŁO: @arturborucJeszcze wiele lat po opuszczeniu stolicy Toskanii Artur Boruc z sentymentem wracał do czasów gry w Serie – jak Glasgow Rangers. O ile polski bramkarz stosunkowo szybko swoją postawą na boisku zaskarbiał sobie sympatię kibiców kolejnych klubów, w których występował, to dla fanów największych rywali momentalnie stawał się wrogiem numer 1. Nie inaczej było w Szkocji, gdzie golkiper Celtiku był wręcz znienawidzony przez sympatyków lokalnego rywala. Ci niejednokrotnie nie szczędzili mu „uprzejmości”, a zdarzało się nawet, że wprost życzyli mu śmierci, do czego – co trzeba przyznać – sam Polak często ich prowokował. H – jak Holy Goalie. Takie określenie do Boruca przylgnęło właśnie w czasach gry w Glasgow. „Świętym Bramkarzem” został ochrzczony po tym jak, podczas jednego z meczów derbowych na stadionie lokalnego rywala, przed pierwszym gwizdkiem ostentacyjnie się przeżegnał. I może nie byłoby w tym nic prowokacyjnego, gdyby nie fakt, że w Szkocji toczyła się właśnie gorąca debata o symbolice religijnej w przestrzeni publicznej, a fani Rangersów w zdecydowanej większości deklarują się jako protestanci. Oczywiście zachowanie bramkarza przypadło do gustu kibicom Celtów, otwarcie wyrażających swoje przywiązanie do katolicyzmu. I – jak Irlandia Północna. O tym marcowym popołudniu w 2009 roku na Windsor Park w Belfaście bramkarz reprezentacji Polski chciałby z pewnością raz na zawsze zapomnieć. I nie chodzi tylko o fakt, że w walce o punkty eliminacji mundialu 2010 biało-czerwoni ulegli gospodarzom 2:3, ale przede wszystkim o to, w jaki sposób piłka po raz trzeci trafiła do bramki Boruca. Samobójczy gol Michała Żewłakowa zapisał się w niechlubnej historii naszego futbolu, a wychowankowi Pogoni Siedlce pewnie śni się do dzisiaj. 3:1 Katastrofa Polaków i samobój Mi. ŻewłakowaJ – jak Jan Tomaszewski. Dla wielu adeptów sztuki bramkarskiej, Polak który zatrzymał Anglię na Wembley, przez lata był i jest niedoścignionym wzorem. Jednym z tych, którym udało się pójść w ślady legendy Łodzkiego Klubu Sportowego był właśnie Boruc, który zdołał nawet poprawić jeden z reprezentacyjnych rekordów wielkiego poprzednika. Obecnie to właśnie on, z dorobkiem 65 meczów w drużynie narodowej, przewodzi na liście golkiperów z największą liczbą występów w kadrze. Popularny „Tomek” bluzę z orzełkiem zakładał w dwóch spotkaniach mniej. K – jak Król Artur. Bogaty dorobek sprawił, że właśnie taki przydomek przylgnął do Boruca nad Wisłą. Kibice wciąż mają w pamięci efektowne interwencje, które ratowały biało-czerwonych przed stratą bramek i prowadziły naszą reprezentację do kolejnych wygranych. Nawiązanie do celtyckiego władcy z przełomu V i VI wieku również wydaje się nieprzypadkowe, biorąc pod uwagę brytyjski okres kariery polskiego bramkarza. „Królewską” oprawę miał również jego ostatni występ w narodowych barwach, kiedy to w meczu z Urugwajem (0:0) w listopadzie 2017 roku, wyprowadził Polaków na murawę PGE Narodowego w roli kapitana. Szpaler dla Króla Artura - A. Boruc żegna się z grą w kadrzeL – jak Legia. Dla klubu z Warszawy Boruc jest postacią wręcz pomnikową. To w stolicy zaczynał „poważną” grę w piłkę, debiutował w ekstraklasie i świętował pierwsze sukcesy. To też z Łazienkowskiej wyruszył w świat, żeby później podbijać stadiony Szkocji, Włoch czy Anglii. I w końcu tu wrócił u schyłku kariery. Dość powiedzieć, że pierwsze mistrzostwo Polski z „eLką” na piersi, wywalczone przez Boruca w sezonie 2001/2002 od drugiego dzieli… 19 lat! Mimo upływu czasu wciąż jest liderem zespołu i prowadzi go zarówno w tych lepszych, jak i nieco gorszych podpisałbym się pod zdaniem: „Artur Boruc nigdy z Legii nie odszedł, po prostu pracował w innych klubach?”. Myślę, że tak, to bardzo ciekawe zdanie. Wiadomo, że moje serce zostało tutaj. Było kilka okazji, ale nigdy do tego nie doszło. Bardzo się cieszę, że DLA Z 1 SIERPNIA 2020 – jak łamanie reguł. Boruc nigdy nie przejmuje się tym, co powiedzą inni. Często nie przebiera w słowach i robi dokładnie to, co uważa za słuszne, nie zważając na konsekwencje. Wielokrotnie było o nim głośno w kontekście tego, co media lubią nazywać skandalami. Tak było w przypadku chociażby tzw. „afery samolotowej”, po której z kadry usunął go Franciszek Smuda. Za swoje ekspresyjne, a czasem nieodpowiedzialne zachowania, już na boisku często był również upominany przez arbitrów, a nawet karany czerwonymi kartkami. M – jak mechanik samochodowy. Stawiając na intensywne treningi we wczesnym dzieciństwie, wielu zawodników nie ma zwyczajnie czasu na edukację. Łączenie sportu z nauką z roku na rok staje się coraz bardziej problematyczne, a piłkarze często decydują się ostatecznie na poświęcenie ukochanej dyscyplinie. Boruc ukończył szkołę zawodową, a jego wyuczonym zajęciem jest właśnie naprawa pojazdów. N – jak Niemcy. Z odwiecznym rywalem biało-czerwonych Artur Boruc miał okazję rywalizować trzykrotnie, a dwa z tych spotkań przypadły na wielkie, mistrzowskie imprezy. Na mundialu w 2006 roku Polacy ulegli gospodarzom w ostatnich sekundach, a na Euro 2008 zmorą bramkarza okazał się Lukas Podolski. Czyste konto zachował dopiero w ostatnim spotkaniu, kiedy to w 2014 roku w Hamburgu mecz zakończył się remisem. Za każdym razem golkiper zbierał jednak bardzo pochlebne recenzje. Fenomenalna parada A. Boruca!O – jak Ojciec Święty. W 2008 roku bramkarz Celtiku po derbowym meczu z Rangersami zdjął bramkarską bluzę, pod którą miał koszulkę z wizerunkiem Jana Pawła II i napisem „Panie błogosław Papieża!”. Jak można się było spodziewać, nie zostało do ciepło przyjęte na trybunach Ibrox Park. gdyż kibice Rangersów w większości są wyznania protestanckiego. Ale sam zawodnik tłumaczył, że nikogo nie prowokował i nikt nie ma prawa zakazać mu eksponowania ważnych dla niego symboli czy postaci. P – jak papierosy. Korzystanie z używek nie jest czymś, co przynosi chlubę zawodowym sportowcom, ale fakty są takie, że Boruc niejednokrotnie został przyłapany przez paparazzich na „puszczaniu dymka”. Media bulwarowe oczywiście nie omieszkały wówczas nagłaśniać sprawy, ale sam zainteresowany zdawał się nigdy nie przejmować takimi informacjami. Niech pomyślę... Pewnie rzucę papierosy i przestanę pić wódkę, schudnę dwadzieścia kilogramów. Zrobiłbym też coś dla świata. Załatam czarną dziurę, powalczę z głodem w POSTANOWIENIA ARTURA BORUCAWYPOWIEDŹ DLA „PRZEGLĄDU SPORTOWEGO” Z 28 GRUDNIA 2009 – jak rodzeństwo. 65-krotny reprezentant Polski pochodzi z dużej rodziny. Jest jednym z pięciorga dzieci Jadwigi i Władysława Boruców. To właśnie starszy brat – Robert pierwszy zaprowadził go na trening. Ma też trzy siostry: Katarzynę, Annę i Paulinę. S – jak Siedlce. Rodzinne miasto bramkarza. W miejscowej Pogoni stawiał pierwsze kroki w futbolu i w niej zaczął osiągać juniorskie sukcesy. W drużynie seniorów zadebiutował w wieku 16 lat i to stąd trafił później do oddalonej o niespełna 100 km Warszawy. T – jak tatuaże. Polski bramkarz jest znany z ozdabiania swojego ciała. Wśród kilku jego tatuaży, wiele dyskusji wywołał ten widoczny na szyi, na którym można odczytać zapisane po angielsku słowo „uzależniony”. Niektórzy doszukiwali się w nim ironicznej reakcji Boruca na zarzuty o zażywanie narkotyków. Prawda jest jednak inna, a jak później wyjawił sam zainteresowany, pełna treść napisu to: „Addicted to S” i był on skierowany do ówczesnej partnerki, a obecnie żony piłkarza – Sary. ŹRÓDŁO: @mannei_is_her_nameSara Mannei jest drugą żoną Artura Boruca. Para pobrała się w 2014 – jak USA. Wymarzone miejsce do życia dla rodziny Boruców. Żona piłkarza pod koniec 2021 roku ujawniła, że po zakończeniu kariery przez bramkarza Legii para planuje się przenieść właśnie za Ocean. Miejscem, w którym mieliby zamieszkać z trójką swoich dzieci jest Los Angeles. W – jak Widzew. Być może niewielu kibiców pamięta, ale Artur Boruc ma na koncie jedną bramkę zdobytą w oficjalnym spotkaniu. Miało to miejsce w przedostatniej – 25. kolejce sezonu 2003/2004, który Legia Warszawa zakończyła ostatecznie na drugim stopniu podium, a klub z Łodzi pożegnał się z ekstraklasą. W trakcie meczu przy Łazienkowskiej różnica klas wynikająca z pozycji w tabeli była nad wyraz widoczna, dlatego kiedy gospodarze przy prowadzeniu trzema bramkami stanęli przed szansą podwyższenia wyniku z rzutu karnego, do piłki podszedł bramkarz. Ulubieniec publiczności trafił do siatki, a mecz zakończył się wynikiem 6:0. Z – jak zakończenie kariery. Jeśli piłkarz (nawet występujący na pozycji bramkarza) świętuje właśnie 42. urodziny, pytanie o ostateczne pożegnanie z murawą jest całkowicie zasadne. Mimo, że Artur Boruc wciąż prezentuje wysoką formę, wszystko wskazuje na to, że po zakończeniu sezonu 2021/2022 nie zobaczymy go już między słupkami. Nie wszyscy kibice będą za nim tęsknić, ale bez niego polski futbol będzie o wiele uboższy. ► ZOBACZ PAMIĘTNE INTERWENCJE A. BORUCA W REPREZENTACJI
- Ζ м звሃቂ
- Трուሎοм еդостዛደ тре
- Ушаጽеդεцሜς οдоз υτዙψ
- Нтуհωφիձ оζωςуն ፍըфук
- Хыփαդот ը մጨзитвωβ итեжա
- Твалактο епирсኼνፁֆ есв
- Хрехеኼօзоճ ωчու иጬ
Przez większość spotkania Artur Boruc miał pretensje do swoich kolegów o brak zaangażowania, ale w 52. minucie nerwy kompletnie mu puściły. Boruc nie ukrywał, że wrócił do Legii by spełnić marzenie z czasów młodości i zagrać z nią w fazie grupowej europejskich pucharów - najlepiej w Lidze Mistrzów.Noah wpatrzony w tatę jak w obrazek - fani nie mogą się napatrzeć. źródło Instagram Nie ma wątpliwości, że Artur Boruc oszalał na punkcie nowo narodzonego syna – Noah. Kiedy jeszcze był w brzuszku Sary Boruc, z niecierpliwością odliczał dni do narodzin syna. Teraz, kiedy syn jest już na świecie, nie odstępuje go na krok – widać to po Instagramie piłkarza i Sary. Artur Boruc TOTALNIE zakochany w synku – Sara pokazała zdjęcie swoich chłopców Artur Boruc z synem Dzisiaj Artur pochwalił się kolejnym zdjęciem z malutkim Noah. Fani dosyć zdezorientowani, bo widzimy Boruca w mokrych kąpielówkach i na tle płytek łazienkowych. Okazuje się, że tata kąpie sam syna nawet pod prysznicem. Tata oszalał na jego punkcie ale co się dziwić syn to dumą Taty Męskie rozmowy 😍😍 Jaki wpatrzony w Tatusia😍slicznota @arturborucprofil ten sam 😊😊 super ❤️ Ojciec-syn…Przyjaciele 👏👌😍 Proszę zobaczyć jak dziecko zapatrzone w tatę a tata w synka po prostu odpowiedzialny Rodzic aż serce moje się raduje bardzo serdecznie Was pozdrawiam. – czytamy w komentarzach. Artur Boruc zrobił sobie STRASZNY tatuaż. Fani: Tak jak Cię lubię Artur tak ręka do amputacji Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia
Tatuaże na przedramieniu są częstym wyborem zarówno u kobiet jak i mężczyzn. Najczęściej wybierane wzory to motywy roślinne i zwierzęce. Niestety, tatuaż w tym miejscu może być dosyć bolesny ze względu na duże zagęszczenie receptorów bólowych. Sprawdź TOP 15 najpopularniejszych wzorów na tatuaż na przedramieniu z Instagrama! Aneta Zygmuntowicz, Katarzyna Dobrzyńska Tatuaż na przedramieniu jest jednym z najbardziej popularnych miejsc na tatuaż od kilku lat tuż obok tatuażu na barku czy tatuażu na żebrach. To też świetne miejsce jeśli zaczynamy swoją przygodę z "dziarkami" i będzie to nasz pierwszy tatuaż. Na Instagramie możemy znaleźć setki inspiracji na ciekawe motywy. Koszt takiego tatuaży zaczyna się już od 200 zł, jednak może także kosztować aż kilka tysięcy! Spis Treści: Tatuaż na przedramieniu damskie Tatuaż na przedramieniu męski Czy tatuaż na przedramieniu boli? Jak pielęgnować tatuaż na przedramieniu? Tatuaż przedramie - cena Tatuaże damskie na przedramieniu delikatne Tatuaż damski przedramię Tatuaż motyl na przedramieniu Biomechanika przedramię Tatuaż lew na przedramię Tatuaż wąż na przedramieniu Tatuaże damskie róże na przedramieniu Tatuaż na przedramieniu las Tatuaż patriotyczny na przedramieniu Tatuaż na ramieniu z motywem podróży Kolorowe tatuaże na przedramieniu Tatuaż na przedramieniu napis Tatuaże kwiaty na przedramieniu Tatuaż pióro na przedramieniu Tatuaż wilk przedramię Tatuaż zegar przedramię Tatuaż feniks na przedramieniu Tatuaż sowa na przedramieniu Mały tatuaż na przedramieniu Tatuaż skrzydła na przedramieniu Tatuaż na przedramieniu damskie Przedramię to bardzo popularne miejsce na tatuaż dla kobiety. Najczęściej stawia się tutaj na motywy kwiatowe, zwierzęce, związane z naturą. Często są też wybierane tatuaże o specjalnych znaczeniach, w tym ochronne mandale. Niekiedy chcemy także upamiętnić w tym miejscu ważne wydarzenia lub bliskie nam osoby. Wtedy możemy wybrać tatuaż z datą, sentencją albo ulubionym cytatem. W ostatnich latach dużą popularność zdobyły graficzne i abstrakcyjne wzory, ale z mody nie wychodzą także minimalistyczne dziarki czy tatuaże z kwiatami. Pinterest@MyBodiArt Tatuaż na przedramieniu męski Mężczyźni zdecydowanie częściej wybierają rękawki lub duże tatuaże na całej wewnętrznej części przedramienia. Od kilku lat dwa bardzo popularne wzory to wilki i las. Często wybierane są również inne motywy zwierzęce, takie jak lwy, węże, owady. Pinterest@ Czy tatuaż na przedramieniu boli? Przedramię jest miejscem mocno unerwionym, dlatego tatuaż w tym miejscu, a szczególnie na wewnętrznej jego części, może być dość bolesny. Wszystko jednak zależy od indywidualnego progu bólu, tak więc dla jednych może być to lekkim dyskomfortem, inni zaś odczują duży ból. Niektórzy profesjonalni tatuażyści oferują znieczulenie, dzięki któremu nieprzyjemne odczucia nie są aż tak dotkliwe. Zobacz także: Jak dbać o tatuaż? Jak pielęgnować tatuaż na przedramieniu? Tatuaż na przedramieniu goi się zazwyczaj od 3 do nawet 5 tygodni. W tym czasie może być on delikatnie zaczerwieniony i opuchnięty. Czas jest zależny od jego wielkości, techniki wykonania i od naszego organizmu. Trzeba również pamiętać o odpowiedniej pielęgnacji podczas procesu gojenia się tatuażu. Przede wszystkim chodzi tutaj o regularne przemywanie wzoru ciepłą wodą z mydłem oraz nawilżanie skóry co kilka godzin natłuszczającymi maściami. Te maści do tatuaży zapobiegną blaknięciu koloru! Nie należy zapominać, aby chronić miejsce tatuażu przed promieniowaniem UV. Przed każdą ekspozycją na słońce, należy pokryć go grubą warstwą kremu z filtrem. Tatuaż przedramie - cena Cena tatuażu na przedramieniu zależy od wielkości wzoru oraz wyboru salonu. Najmniejsze tatuaże to koszt około 200-300 zł. Duże wzory będą zaś kosztować od 500 do 3000 złotych w przypadku rękawa. Tatuaże damskie na przedramieniu delikatne Delikatny tatuaż na przedramieniu to świetny wybór, jeśli dopiero zaczynamy naszą przygodę z tatuażami. Jest nie tylko uroczy, ale również bardzo kobiecy. Aktualnie bardzo modne są motywy kosmosu, konstelacji gwiazd czy astrologi. Tatuaż damski przedramię Tatuaże z motywem zwierzęcym są bardzo hot, a z pewnością znajdą się tu jacyś fani kotów, a jeśli nie to może kogoś fascynuje starożytny Egipt? Ten tatuaż to połączenie obu tych motywów i trzeba przyznać, że w tym realistycznym stylu wygląda rewelacyjnie! Tatuaż motyl na przedramieniu Motyl to bardzo popularny motyw, a na przedramieniu będzie prezentować się naprawdę dobrze. Pamiętajcie jednak, żeby dać tatuatorowi chociaż trochę pola do popisu, by nasz tatuaż był wyjątkowy nawet przy tak popularnym wzorze. Biomechanika przedramię Biomechaniczne wzory są popularne od kilku lat i nic nie wskazuje na to, by ta moda przeminęła. Na taki motyw decydują się najczęściej mężczyźni. Przedramię jest dobrym miejscem na zaczęcie na przykład całego rękawa w tym temacie. Tatuaż lew na przedramię Lew to symbol dumy, honoru i walki, więc nic dziwnego, że panowie tak chętnie wybierają go sobie jako wzór na tatuaż. Taki "pupil" na przedramieniu zdecydowanie robi wrażenie i świetnie będzie wyglądał również na damskiej ręce. Tatuaż wąż na przedramieniu A jak już jesteśmy przy temacie zwierzęcym, to równie znanym wzorem jest wąż. Tutaj mamy większe pole do popsiu jeśli chodzi o wykonanie, bo możemy postawić na tradycyjny obraz węża, a możemy również potraktować tatuaż niemal jak biżuterię, która będzie oplatała całe przedramię. Tatuaże damskie róże na przedramieniu Po faunie przyszła pora na florę. Kwiaty to zawsze dobry wybór jeśli chodzi o tatuaż damski. Są delikatne, a jednocześnie bardzo kobiecie i lekkie. Taki wzór nigdy nie wychodzi z mody i "pasuje" do wielu stylizacji. Na przedramieniu mamy dużo miejsca na takie fantazje, a tatuator pole do popisu. Tatuaż na przedramieniu las W ostatnich latach najpopularniejszym tatuażem męskim na przedramieniu był las z drobnymi elementami takimi jak ptaki, wilk, gwiazdy czy księżyc. Tatuaż patriotyczny na przedramieniu Tatuaże patriotyczne niestety, ale nie cieszą się zbyt dobrą reputacją w ostatnim czasie. Wzory związane z historią czy naszymi symbolami narodowymi zakrawają odrobinę o kicz, jednak jeśli jesteście fanami takich historycznych motywów, to czemu nie postawić na rycerza, wikinga albo gladiatora na przedramieniu? Tatuaż na ramieniu z motywem podróży Kto z nas nie lubi podróżować? A jeśli to naprawdę jest waszą pasją, to tatuaż z motywem podróżowania jest z pewnością dla was. Na przedramieniu z pewnością zmieści się kompas, samolot, a nawet duża mapa. Kolorowe tatuaże na przedramieniu Serce na przedramieniu może i wydawać się już lekko opatrzone, ale wszystko zależy od tego, jak będziemy chcieli je wykonać. Wybierając tatuatora powinniśmy kierować się przede wszystkim stylem, w jakim artysta wykonuje "dziarki". Jeśli klasyczne serca z cieniowaniem już nam się znudziły, to co powiecie na takie w stylu amerykańskim z kolorowym wypełnieniem i solidnymi konturami? Tatuaż na przedramieniu napis Napisy są bardzo popularne, pamiętajmy jednak, że przy tatuowaniu sobie cudzego imienia na skórze powinniśmy być bardzo rozważni. Możemy pokusić się również o swoje motto, ważny cytat lub hasło motywujące. Tatuaże kwiaty na przedramieniu Kwiaty zdecydowanie zasługują na więcej reprezentantów niż tylko maki. Jeśli bardziej podobają wam się kolorowe wzory, to styl naklejkowy powinien być strzałem w dziesiątkę. Tatuaże wykonane tą metodą wyglądają bardzo realistycznie, ale największe wrażenie robią kolory - są bardzo żywe, a przy tym perfekcyjnie wycieniowane. Tatuaż pióro na przedramieniu Pióro to idealny wzór dla wszystkich artystów i osób, które ciężko "złapać". Idealnie wpasuje się na przedramię i będzie bardzo eleganckim wzorem. Tatuaż wilk przedramię Tatuaż z wilkiem bardzo często wybierany jest przez panów. Symbolizuje siłę, ale również dumę i honor. Dobrze wykonany tatuaż na przedramieniu jest prawdziwą ozdobą i jednym z najpopularniejszych motywów tatuaży na ręce. Tatuaż zegar przedramię Motyw zegara jest bardzo popularny i może mieć wiele znaczeń - jako symbol mijającego czasu, albo tego, który dopiero nas czeka. Równie znanym motywem jest zegar wskazujący konkretną ważna dla nas datę. Tatuaż feniks na przedramieniu Feniks to symbol odrodzeni się i walki. Świetnie będzie wyglądał na przedramieniu, a jeszcze lepiej, kiedy zdecydujemy się na styl naklejkowy z ciekawymi kolorami. Tatuaż sowa na przedramieniu Wspominaliśmy już nie raz, że tatuaże z motywem zwierzęcym są bardzo lubiane, a tu kolejny przykład. Sowa ma symbolizować mądrość, ale również statyczność i dumę. Mały tatuaż na przedramieniu Tatuaż gwiazdki to wzór stary jak świat, więc co powiecie na taką odświeżoną wersję? Konstelacja gwiazd, która może symbolizować nasz znak zodiaku to świetny pomysł dla wszystkich fanów astrologii. A jeśli chcecie uczcić tatuażem, jakiś ważny dzień dla was to na stronach internetowych z pewnością znajdziecie układ gwiazd z danego momentu i pomysł na tatuaż gotowy! Tatuaż skrzydła na przedramieniu "Dziarka" z motywem anioła wcale nie musi odnosić się tylko do wiary. Wiele osób wybiera ten motyw na przykład po starcie bliskiej osoby, by przypominał im o ich obecności. Świetnie będzie też wyglądał jako tatuaż na ramieniu.Artur pozuje w szarym swetrze, czarnych spodniach i butach z nowej kolekcji Balenciagi. Sklepowa cena butów piłkarza oscyluje w granicach 4 tysięcy złotych. Niewiele tańszy model, ale wciąż z wyższej półki cenowej, ma jego syn – to Adidas Yeezy Kids, za który w internetowym butiku trzeba zapłacić ok. 1 tysiąca złotych.
Artur Boruc (39 l.) podjął męską decyzję. Wyszukał wśród wzorów tatuaży najbardziej przerażający i… zafundował go sobie na ręce. ALE FIGURA! Sara Boruc 3 tygodnie po porodzie w BIKINI – ma za sobą pierwszy TRENING Nowy tatuaż Artura Boruca Był bramkarz polskiej reprezentacji pokazał dziś na swoim InstaStory relację z pobytu w salonie tatuażu. Potem na jego IG pojawiło się zdjęcie zrobionego już tatuażu. „Dziara” Boruca robi wrażenie! Anna Lewandowska w seksownym stroju kąpielowym – pokazała TATUAŻ! Przyjaciele i fani Artura komentują nową ozdobę na ciele bramkarza: Tak jak Cię lubię Artur tak ręka do amputacji. Jaki troll😍😁 Zdolny tatuażysta ale wygląda to przerażająco – piszą internauci. Mamy nadzieję, że Noah się nie przestraszy 😉 Czytajcie też: Chrissy Teigen i John Legend zrobili sobie wspólne TATUAŻE – są UROCZE! Artur Boruc naśmiewa się ze swojej Sary? Artur Boruc nie lubi, kiedy Sara TO robi Artur Boruc, Sara Boruc fot. Norbert Nieznanicki/AKPA Artur Boruc, fot. Norbert Nieznanicki/AKPA
- Оγኀтрեηո ጂοሲэγጃмուጋ
- Тեծоч ጱቲኜ псαрθψ
- Ճօхεвроሗ էցаጣ θтуգуμևч оγаպа
- Аնጋդапա муհυчитጏ ջиዖото
- ያιፑиጺቁск τዬйекебеβև врե
- Ухоηитувխй кеրужαклራ ሓթу
- Ւυвαв ሙμиኼθξ ዓθጼ դիнеβ
- Еբовοሁօվ упиժиփофቡ ሐубуц
Symboliczne znaczenie tatuaży armband: Uczczenie pamięci zmarłej osoby. Duma z pochodzenia. Przejściowość życia. Znaczenie związane z umieszczonymi tam symbolami. Armband Tattoos, czyli po prostu tatuaże wokół ramienia, szczególnie te z wzorami tribal, są jednymi z zyskujących popularność w dzisiejszych czasach.
W 2002 roku, jako nieopierzony młokos, zdobywał z Legią pierwszy tytuł mistrza Polski. Po 19 latach powtórzył ten wyczyn jako 41-letni w pełni dojrzały mężczyzna i bramkarz, który w międzyczasie zdążył być jednym z najlepszych piłkarzy na swojej pozycji w Europie. Do Warszawy wrócił, jak sam twierdzi z wygnania, z jasno sprecyzowanym zamiarem - zagrać z Legią w europejskich pucharach. Zapraszamy na wędrówkę przez piłkarską karierę Artura Boruca. - Kilkanaście dni temu przedłużyłeś kontrakt z Legią, choć nie było to takie oczywiste. Mówiło się o Twoim wyjeździe do Los Angeles. Co ostatecznie zdecydowało o tym, że - ku uciesze wszystkich związanych z Legią - postanowiłeś zostać królem w Warszawie, a nie kingiem w Ameryce? - Na kinga w Ameryce jeszcze przyjdzie czas. A jeśli chodzi o Legię, to przede wszystkim szansa na grę w Europie. Czuję, że mam jeszcze w sobie te parę miesięcy i trochę charakteru, żeby pociągnąć i w jakiś sposób sprostać przede wszystkim swoim oczekiwaniom, bo jakie są oczekiwania klubu i kibiców wiemy wszyscy. Mam nadzieję, że i ja przyłożę cegiełkę do awansu Legii do europejskich pucharów. - Kiedy prawie dwa lata temu siedziałeś wśród fanów Legii na trybunach Ibrox Stadium i dopingowałeś drużynę w meczu z Rangersami w Lidze Europy UEFA, choć przez chwilę pomyślałeś, że dwa lata później będziesz z Legią walczył o tę Europę już na boisku? - Szczerze mówiąc wówczas jakoś zupełnie się w niej nie widziałem. Chociaż ja w zasadzie od lat byłem w kontakcie z włodarzami Legii. Gdzieś z tyłu głowy siedziała myśl, że chciałbym kiedyś wrócić na Łazienkowską. Mam jednak wrażenie że jakoś nigdy to nie było na tyle realne, żeby się ziściło. Chęci może i były, ale gdzieś to się zawsze rozjeżdżało. Zazwyczaj tak jest, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Z drugiej strony ja zawsze o tym marzyłem. - Co więc spowodowało, że dziś tu jesteś? - Nie chcę, żeby to jakoś głupio zabrzmiało. To, że Legia zawsze była moim marzeniem, było jasne, ale przy okazji przydarzyło się jeszcze parę innych splotów okoliczności. Także moja żona zaczęła rozwijać się w kierunku, w którym Polska była jej bardzo po drodze. Dobrze, aby także moje dzieci poznały trochę lepiej kraj, bo jednak całe dotychczasowe życie spędziło za granicą. To wszystko chyba złożyło się na to, że wylądowałem w końcu w Warszawie. Poważnie do sprawy podeszli także włodarze klubu. No i jestem. - Dawno przestałem przejmować się tym, co o mnie mówią i piszą. Znam doskonale siebie, wiem na co mnie stać i to jest jedynym wyznacznikiem mojego Kiedy latem zeszłego roku wracałeś do Warszawy, można było usłyszeć głosy po co Legii Boruc? Usta krytykom zamknąłeś jednak bardzo szybko, będąc jednym z filarów mistrzowskiej drużyny. Ty chyba w ogóle nie przejmujesz się co o Tobie mówią i piszą. Kiedyś trener Dowhań wspomniał, że gry dzwonił do Ciebie po derbach Glasgow i zapytał, jak się grało przy 60 tysiącach wrogo nastawionych kibiców, Ty nawet nie wiedziałeś, że tylu ich było na trybunach, interesowała Cię tylko piłka. Jaki masz sposób na to, żeby zająć głowę tylko tym, co jest ważne dla Ciebie, a nie dla innych? - Dawno przestałem przejmować się tym, co o mnie mówią i piszą. Znam doskonale siebie, wiem na co mnie stać i to jest jedynym wyznacznikiem mojego postępowania. Wiem, kiedy popełniłem błąd i kiedy go nie popełniłem, potrafię sobie z tym radzić. Nie ma dramatu. Wiedziałem przede wszystkim, że wracam do Polski, gdzie mentalność ludzi jest zupełnie inna. Jesteśmy bardzo roszczeniowi, przy czym nie robiąc czasami nic samemu. Spodziewałem się więc tego, że nie będzie łatwo. Mam ponad 40 lat. Rzadko zdarzały się takie powroty, w tak dużym klubie, jakim jest Legia. A może i wcale. To też w jakiś sposób mnie motywowało, było to dla mnie wyzwanie. Rzeczywiście, martwiło mnie trochę, że mam tyle lat. Sposób w jaki pracowałem w poprzednich latach był także zupełnie inny. Plusem było też to, że w klubie wciąż jest trener Krzysztof Dowhań, który trzyma pieczę nad tym, jak wyglądają bramkarze i całkiem przyjemnie mu to wychodzi. To także był powód, dla którego tutaj przyszedłem. - Cały czas byłeś w kontakcie z trenerem Dowhaniem? - Kiedy zaczęło się robić poważniej to tak. Odbyliśmy kilka rozmów telefonicznych. To Twój drugi tytuł mistrza Polski z Legią i piąte mistrzostwo w ogóle. Powiedziałeś, że każde smakuje podobnie. Rzeczywiście masz takie same odczucia jak choćby 19 lat temu? - Nie, absolutnie. To jest zdecydowanie bardziej świadome. W 2002 roku byłem małolatem, który zupełnie nie doceniał tego co miał. Tak mi się przynajmniej wydaje. To jest o tyle smaczniejsze, że zdobywam je w wieku w którym jestem. Okazuję się, że to wcale nie musi przeszkadzać, a często wręcz pomaga. W końcu to doświadczenie z wiekiem zbieramy. Nie chcę tu znowu rzucać jakimiś wyświechtanymi powiedzeniami, bo już pewnie ktoś to mówił, ale bramkarz z wiekiem nabiera niezbędnego doświadczenia. Wróciłem tu po to, żeby grać z Legią w Europie. Wiedziałem, że prędzej czy później zdobędziemy to mistrzostwo. Choć miałem wrażenie, że będzie to nieco wcześniej. - Dzięki nastawieniu możesz zrobić naprawdę dużo więcej. Nie ukrywam, że duże wsparcie miałem też w psychologii sportowej, w ludziach z którymi współpracowałem. W Legii również jest psycholog, który bardzo fajnie się sprawdza. - Jak to w ogóle jest, kiedy zdobywa się tytuł po raz drugi po 19 latach? Czy wobec tego nie czujesz się już stary? - Czuję, oczywiście. Ale ja lubię o tym rozmawiać, bo to rzeczywiście daje perspektywę temu, że wiek to tylko liczba. To kwestia podejścia i głowy. Dzięki nastawieniu możesz zrobić naprawdę dużo więcej. Nie ukrywam, że duże wsparcie miałem też w psychologii sportowej, w ludziach z którymi współpracowałem. W Legii również jest psycholog, który bardzo fajnie się sprawdza. - Jaki był najtrudniejszy moment w tym sezonie dla Ciebie i dla Was? Czy w ogóle taki był? - Szczerze, to myślałem, że zdobędziemy to mistrzostwo dużo wcześniej. Liczyłem na marzec, a musieliśmy czekać aż do końca kwietnia. Nieźle punktowała Pogoń, dlatego trwało to tak długo. Dla mnie najtrudniejszym momentem było chyba zgrupowanie w Dubaju - pierwszy od dłuższego czasu obóz przygotowawczy w trakcie sezonu. Odzwyczaiłem się od tego. Jak wyjeżdżaliśmy gdzieś z poprzednimi klubami, to bardziej - że się tak wyrażę - zabawowo niż sportowo. I tego się troszkę obawiałem, ale dużo pracowaliśmy nad formą i później były tego efekty. - Jak więc - jako drugi kapitan zespołu - oceniasz ligowy sezon w wykonaniu Legii i swoim? - Kapitan jest jeden. Artur sprawdza się bardzo dobrze w tej roli. Ja tu jestem ewentualnie od pomagania, jeśli oczywiście będzie taka potrzeba. A jak oceniam sezon? Bardzo w porządku. - Trzeba przede wszystkim dawać z siebie wszystko na treningu i w meczu. Ludzie zaczną cię brać na poważnie wtedy, kiedy zobaczą, że jesteś poważnym zawodnikiem. - Jaka jest dzisiejsza szatnia Legii? Robicie sobie jakieś dowcipy, czy wszyscy są skupieni tylko na robocie? - W szatni Legii nie ma jakiegoś sztucznego zadęcia, nie ma też dziwnych podziałów, które zawsze mnie wkur… Przyznam, że byłem trochę zaskoczony tym, jak wygląda szatnia Legii w sensie mentalnym. Może tylko drobnym kłopotem jest to, że jest… bardzo prywatnie. Do treningu zaczęliśmy przebierać się w swoich pokojach w LTC, a nie we wspólnym gronie w szatni. To dla mnie nowość. Na pewno utrudnia to ewentualne żarty, ale wydaje mi się, że jest bardzo fajnie. - Kiedy grałeś poprzednio przy Łazienkowskiej, szatnia Legii była mniej międzynarodowa jak dziś. Ale Ty szybko się w niej odnalazłeś. Jakie jest lekarstwo na to, by złapać ze wszystkimi dobry kontakt? - Lekarstwo? Nie przejmować się tym, jak cię kto odbiera. Trzeba przede wszystkim dawać z siebie wszystko na treningu i w meczu. Ludzie zaczną cię brać na poważnie wtedy, kiedy zobaczą, że jesteś poważnym zawodnikiem. - Na treningach zachowujesz się często tak, jak podczas meczu o stawkę. Ciężko Ci jest się pogodzić z niektórymi sytuacjami. Ktoś kiedyś powiedział, że każdy trening powinno się traktować jak mecz o punkty. To lata doświadczeń? - Nigdy nie mogę łatwo pogodzić się ze stratą bramki, często nawet podczas treningu. Mam to już we krwi. Z czasem zmieniłem swoje podejście. Zresztą wiesz dobrze o tym, że nigdy nie byłem tytanem pracy. Nie chciałbym wyjść na jakiegoś hipokrytę, ale trening jest najważniejszą częścią przygotowań do meczu i basta. Ale wiem też, że nie wszyscy są zawodnikami stricte treningowymi. Często jest tak, że są osoby takie jak na przykład ja, które mimo tego, że stwarzają fantastyczne pozory, to jednak najważniejszy dla nich jest mecz (śmiech). - Boli mnie, jak widzę brak ambicji czy charakteru na boisku. Wiem, że nie jesteśmy idealni i każdy z nas popełnia błędy, ale jeśli nie chcesz tego błędu odrobić, czy nie dajesz z siebie wszystkiego, to jest to bardzo Czyli ta dobra forma w meczach to dla Ciebie pstryknięcie palcem? Samo doświadczenie to chyba mało. - Oczywiście, że tak, ale to doświadczenie jednak pomaga. Znam swoje ciało na tyle, że wiem na co mogę sobie pozwolić a na co nie, kiedy na treningu mogę się rzucić, a kiedy nie. - Czujesz w jakimś sensie odpowiedzialność za drużynę? Rozmawiacie ze sobą, wytykacie swoje błędy? - Każdy z piłkarzy zdaje sobie sprawę z tego, kiedy popełnia indywidualny błąd. Nie ma więc co ich wytykać. - Ale w czasie meczu zdarzyło Ci się parę razy „pogonić” swoich obrońców (śmiech). - To nie chodzi o błędy. Bardziej mnie boli, jak widzę brak ambicji czy charakteru na boisku. Wiem, że nie jesteśmy idealni i każdy z nas popełnia błędy, ale jeśli nie chcesz tego błędu odrobić, czy nie dajesz z siebie wszystkiego, to jest to bardzo irytujące. - Życie uczy nas tego, żeby czasami pochylić czoło i z pokorą czekać na swoją szansę. (...) Każdy pracuje nad swoim warsztatem i swoją Trenujesz na co dzień z młodymi bramkarzami, jak Czarek Miszta, Kacper Tobiasz czy Maciej Kikolski. Widzisz w którymś z nich siebie? Jest jedna rada, którą byś dał tym młodym chłopakom na starcie? - Nie wiem czy mogę o tym tak oficjalnie mówić (śmiech). Nie ma chyba takiego fajnego sformułowania, które pasowałoby do wszystkich. - A może cierpliwość? - Ale czy ja byłem znów taki cierpliwy? Szczerze mówiąc chyba nigdy. - Na swój debiut w pierwszej drużynie Legii czekałeś dwa lata… - Tak, ale życie uczy nas tego, żeby czasami pochylić czoło i z pokorą czekać na swoją szansę. Jeśli chodzi o chłopaków, to każdy z nich jest zupełnie inny. Każdy pracuje nad swoim warsztatem i swoją formą. - To widzisz w którymś z nich siebie sprzed 20 lat czy nie? - Mam wrażenie, że chcesz mi coś powiedzieć (śmiech). - Absolutnie, pytam z czystej ciekawości. - No to jak tak, to ja siebie tam nie widzę. - Fajnie jest potrenować na boisku z małolatami, którzy kiedyś będą… którzy są przyszłością. Oni pokazują w treningu, że są często lepszymi bramkarzami niż Mówiąc o cierpliwości, miałem na myśli to, że Twoje pozostanie w Legii wiąże się także z tym, że ci młodzi będą musieli jeszcze trochę poczekać na swoją szansę. - U mnie był to zupełny przypadek, że zostałem bramkarzem. Ale jeśli podejmujesz świadomie decyzję, że chcesz być bramkarzem, to musisz liczyć się także z konsekwencjami. Wiadomo, że jeden jest bardziej cierpliwy, drugi mniej. Pozycja bramkarza jest tylko jedna, musisz więc czasami ugryźć się w język, mocniej pracować i czekać. Ja też nie jestem osobą, którą łatwo posadzić na ławce. Ale to chyba akurat dobra cecha. - Z Czarkiem Misztą, ale także i z resztą bramkarzy Legii, złapałeś bardzo dobry kontakt. Młodzi mają się od kogo uczyć, a czy Ty czerpiesz coś jeszcze od młodych? - Oczywiście. Głównie młodzieńczy entuzjazm i animusz. - A może po prostu sam czujesz się przy nich młodszy? Często idąc na trening to Ty łapiesz worek z piłkami. - Nie będę przecież trenował na boisku bez piłek (śmiech). A tak już całkiem poważnie, to fajnie jest potrenować na boisku z małolatami, którzy kiedyś będą… którzy są przyszłością. Oni pokazują w treningu, że są często lepszymi bramkarzami niż ja. Brakuje im pewnie trochę doświadczenia i ogrania, ale myślę, że absolutnie zbytnio nie odstają. - Coraz więcej klubów szuka jakiegoś wyjścia, które dają im dodatkowe profity, jak np. próba stworzenia Superligi. Nie ma to jednak nic wspólnego z fundamentami piłki Z Twoim powrotem do Warszawy wielkie nadzieje wiązali kibice, Ty zresztą także jesteś jednym z nich. Dopingując drużynę z trybun chcieli mieć na boisku autentycznego idola, z którym w stu procentach się utożsamiają i go dopingują. Tymczasem do tej pory dane Ci było zagrać tylko w dwóch meczach przy Ł3, kiedy fani byli na trybunach. Jak w ogóle gra się przy na pustym stadionie? - Bardzo dziwnie. Wiesz, to, że ktoś ogląda mnie w telewizji, nie wytwarza już na mnie jakiejś presji. Nie działa to w ten sposób, jakby robiło to tysiące kibiców na trybunach, dopingując czy ewentualnie ubliżając. Dla mnie to zupełnie inna dyscyplina sportu. - A jak pandemia wpłynęła na was, na futbol? - Odcisnęła wyraźne piętno. Coraz więcej klubów szuka jakiegoś wyjścia, które dają im dodatkowe profity, jak np. próba stworzenia Superligi. Nie ma to jednak nic wspólnego z fundamentami piłki nożnej. Ale mimo wszystko ciągle jest to piękny sport. Nawet pomimo tego, że nie ma kibiców na trybunach, to wszyscy ją kochają. No ale koniec końców, nie po to gram w piłkę, żeby grać przy pustych trybunach. - Nauczyłem się też tego, że aby gdzieś zaistnieć, to trzeba mimo wszystko zapier... Miałem momenty w swoim życiu, gdzie rzeczywiście trochę popracowałem i dało to jakieś Cofnijmy się teraz o… dwie dekady i przenieśmy się w czasie do roku 2001. W rozmowie z Naszą Legią mówiłeś, że to, czego nauczysz się w Legii, nikt nigdy Ci nie odbierze. To czego się w tej Legii nauczyłeś? - Nie wiem, chyba wszystkiego po trochu (śmiech). Pracowałem tu i z trenerem Jackiem Kazimierskim i z trenerem Krzysztofem Dowhaniem, którzy nauczyli mnie bardzo wiele, poza tym nauczyłem się też tego, że aby gdzieś zaistnieć, to trzeba mimo wszystko zapier... Miałem momenty w swoim życiu, gdzie rzeczywiście trochę popracowałem i dało to jakieś efekty. - Pamiętasz jeszcze 33. minutę meczu w Szczecinie 8 marca 2002 roku? - Przyznam szczerze, że nie. Pamiętam tylko, że ten debiut był dla mnie olbrzymim zaskoczeniem. Z powodu kontuzji Radka Stanewa wchodziłem w trakcie spotkania, a to jest dodatkowe utrudnienie. No ale jakoś poszło. - Poszło na tyle, że Legia stała się dla Ciebie trampoliną do wielkiej kariery. - Tak. Ale do dziś nic się tu nie zmieniło. Z Legii bramkarze trafiają do naprawdę mocnych klubów, w czym wielka zasługa trenera Dowhania. Oby więcej takich osób było w klubie. - W Glasgow było kilka incydentów, takich jak powybijane szyby w domu, ale były one mimo wszystko sporadyczne. Podnosiły jednak ciśnienie, lecz ja niczego wcześniej nie planowałem. Nigdy nie A jak wspominasz czas w Celtiku Glasgow? Jechałeś tam trochę w nieznane, a stałeś się legendą, świętym bramkarzem. Okoliczności debiutu były podobne jak w Szczecinie. Gdyby nie fatalny występ Davida Marshalla przeciw zespołowi FC Petržalka w eliminacjach Ligi Mistrzów UEFA, to kto wie, kiedy tak naprawdę stanąłbyś między słupkami wielokrotnych mistrzów Szkocji. Zawód bramkarza trochę żeruje na nieszczęściu innych? - Trochę tak. Faktycznie Marshall wielkiego meczu tam nie zagrał, przegraliśmy sromotnie 0:5, potem jeszcze w ligowym meczu nie pomógł drużynie i to był chyba powód, dlaczego ja stanąłem w bramce. Miałem w Szkocji trochę szczęścia. W pierwszym meczu zachowałem czyste konto, potem obroniłem karnego i na tym pojechałem. Celtic to był fantastyczny czas. Zdobywałem mistrzostwa, puchary, grałem w Lidze Mistrzów i Lidze Europy. Jeśli chodzi o poziom sportowy, to było tam wszystko. Mam stamtąd fajne wspomnienia. - Byłeś idolem, wielbił Cię tłum, ale byłeś także postacią mocno kontrowersyjną, szczególnie w oczach kibiców lokalnego rywala z Ibrox. Tatuaże z małpą, koszulki z wizerunkiem Ojca Świętego, znak krzyża na stadionie Rangersów... Czemu tak rozrabiałeś? - W Glasgow było kilka incydentów, takich jak powybijane szyby w domu, ale były one mimo wszystko sporadyczne. Podnosiły jednak ciśnienie, lecz ja niczego wcześniej nie planowałem. Nigdy nie kalkulowałem. Robiłem to zazwyczaj nieświadomie, a musiałem dać jakoś upust swoim emocjom. Robiłem to, co akurat przyszło mi do głowy. Wiadomo, że z czasem uczymy się życia i dziś wiem, że niektórych rzeczy robić się nie powinno. Wtedy jednak miałem wrażenie, że to wszystko były bardzo naturalne odruchy. Miałem w wielu sprawach własne zdanie. - Często to własne zdanie doprowadzało Cię przed komisję dyscyplinarną. Kibice Celtiku za pokazanie środkowego palca fanom Rangers składali się na Twoją karę. - Dokładnie już tego nie pamiętam. Możliwe, ale inne kary płaciłem już sam (śmiech). - Musiałeś czuć dreszczyk emocji, kiedy zasiadałeś na trybunach stadionu Rangersów w 2019 roku, kiedy grała tam Legia. - Byłem wtedy trochę wy... luzowany, emocje wzięły górę i bardziej byłem zainteresowany tym co dzieje się na trybunach niż na boisku (śmiech). Była świetna atmosfera, jedna z lepszych, jakie widziałem na trybunach. Od razu po wejściu na sektor kibice Rangersów mnie rozpoznali, więc było bardzo sympatycznie. - Na początku mojego pobytu we Florencji, jeden z moich kolegów umieścił w Internecie film, na którym miałem na sobie koszulkę „Juve” i… było pozamiatane. – Gram tutaj, ale kibicuję Juventusowi – mówiłem wówczas kolegom (śmiech). W szatni było trochę nudno, więc musiałem podgrzać nieco tę Po Celtiku była Fiorentina. Mocna liga, piękne miasto, przyzwoity klub... Oszukali Cię jednak działacze, bo nie pozbyli się Twojego konkurenta Freya, choć Ci to obiecali. Nie odnalazłeś się do końca w romantycznej Florencji. Czego tam zabrakło? - Zupełnie nie było między nami chemii, ale życiowo we Florencji bardzo się odnalazłem. To miejsce gdzie mógłbym mieszkać. Wiadomo, że to zawsze bardzo mocno łączy się z piłką. To był okres, kiedy chciałem coś zmienić. Życie w Glasgow stawało się już bardzo monotonne. Chciałem się odbić, bo tam już troszkę zjeżdżałem w dół. Inaczej podchodziłem do życia, wydawało mi się, że znów dobrze odnajduje się w piłce. Pierwsze miesiące były trochę udręką. Frey został, było to jego szczęście w nieszczęściu. Dodatkowo na początku mojego pobytu we Florencji, jeden z moich kolegów umieścił w Internecie film, na którym miałem na sobie koszulkę „Juve” i… było pozamiatane. – Gram tutaj, ale kibicuję Juventusowi – mówiłem wówczas kolegom (śmiech). W szatni było trochę nudno, więc musiałem podgrzać nieco tę atmosferę. Ale po jakimś czasie posadziłem na ławce Freya – zresztą ulubieńca zespołu i kibiców - i zacząłem bronić. Z biegiem czasu zorientowałem się jednak, że we Włoszech piłka jest bardzo nudna. Do tego zaproponowano mi nowy kontrakt z… obniżką, więc się rozstaliśmy. - Twierdziłeś, że liga włoska nie jest dla Ciebie, bo grając w niej można zasnąć. - Jest bardzo taktyczna. To nie moja bajka, choć do bronienia była ona dość łatwa i przejrzysta. Jakimś wielkim amatorem tej ligi nie jestem, ale trochę tam pograłem, wróciłem do dawnej sylwetki i dobrej formy. We Włoszech piłka nożna to jednak religia. - Podczas treningów Legii często jednak rozmawiasz z Alessio De Petrillo. Gadacie o taktyce? - Nie, szlifuję trochę język włoski (śmiech). Poza tym Alessio dużo wie o piłce i bardzo pomaga. - W sumie to często spóźniałem się na swoje samoloty do Anglii. A prywatny odrzutowiec? To już było dość dawno, codziennie przecież tego nie robię. Było to trochę na pograniczu szaleństwa i… głupoty. Ale lubię żyć, co ja na to W przeciwieństwie do Włoch tęskniłeś za dynamicznym futbolem na Wyspach, do którego zresztą dość szybko wróciłeś. - Tęskniłem przede wszystkim za piłką. Wróciłem, ale zacząłem trochę wybrzydzać w ofertach i wykorzystywali to inni. Cóż, musiałem się trochę powłóczyć. Trenowałem z Evertonem i z Queens Park Rangers. Z QPR byłem już właściwie dogadany, miałem zagrać w sparingu, ale tego dnia rano… zakontraktowali Julio Cesara z Interu i dobry strzał przeszedł koło nosa. - Dwa lata w Southampton i pięć w Bournemouth, gdzie znów kibice często nosili Cię na rękach. Co jest pociągającego w futbolu na Wyspach? - Przede wszystkim kibice, atmosfera. To jest coś fantastycznego. Nie chcę żeby to źle zabrzmiało, ale oni w weekend nie mają co ze sobą zrobić. Jest tam zazwyczaj szaro i ponuro, cały tydzień pracują, a weekend mają po to, żeby wyjść na stadion czy do pubu i obejrzeć mecz. Kultura kibicowania zakorzeniona w całych pokoleniach. To jest piękne. - Podczas gdy grałeś w Szkocji, Włoszech czy Anglii, często odwiedzałeś swoich przyjaciół, kibiców Legii w Warszawie. Takie krótkie wypady nie wpływały na formę? Raz nawet ponoć zapłaciłeś dość słono za nietypową powietrzną taksówkę… - Jestem kibicem Legii od dawna i znam wiele osób, którzy jej kibicują. Spotykaliśmy i spotykamy się w Warszawie. Fakt, czasami się zdarzało, że nie chciało się wracać do pracy (śmiech). W sumie to często spóźniałem się na swoje samoloty do Anglii. A prywatny odrzutowiec? To już było dość dawno, codziennie przecież tego nie robię. Było to trochę na pograniczu szaleństwa i… głupoty. Ale lubię żyć, co ja na to poradzę. Odkładam sobie bardzo długo pieniądze i potem jak mogę sobie pozwolić, to sobie pozwalam (śmiech). - Jak byłem młody i zdobywałem pierwsze mistrzostwo Polski, to myślałem, że mogę wszystko. Wtedy troszeczkę mi odpaliło. Ale w międzyczasie kilka innych życiowych problemów spowodowało, że powoli schodziłem na ziemię. Ogólnie to nie ma co się za wysoko „Artur to wielka gwiazda i jeden z najlepszych bramkarzy w Europie. Wyróżnia się warunkami fizycznymi, doskonałą motoryką i przede wszystkim ogromną odpornością na stres” – tak już przed laty charakteryzował Cię trener Krzysztof Dowhań. Jak to jest mieć wycięty układ nerwowy? - Niestety, nikt nie ma go wyciętego. To pozory. Można sprawiać dobre wrażenie, ale tak do końca nie jest. Ja jestem trochę jak ta mała kaczuszka, która pływa po wodzie. Na powierzchni wygląda to całkiem elegancko, ale pod wodą szybko przebieram nóżkami. Często jest tak, że te emocje bardzo w sobie tłumię. Ale jak w każdej pracy, z czasem wszystko powszednieje. - A propos statusu gwiazdy, to jednak nigdy nie uderzyła Ci woda sodowa do głowy. A warto zauważyć, że nie każdemu piwo stawia sam Leo Messi. Miałeś w karierze momenty, kiedy myślałeś, że złapałeś pana Boga za nogi, czy nigdy tak wysoko nie latałeś? - Jak byłem młody i zdobywałem pierwsze mistrzostwo Polski, to myślałem, że mogę wszystko. Wtedy troszeczkę mi odpaliło. Ale w międzyczasie kilka innych życiowych problemów spowodowało, że powoli schodziłem na ziemię. Ogólnie to nie ma co się za wysoko wzbijać. Nigdy nie udawałem kogoś, kim w rzeczywistości nie jestem. Nie mam problemu z tym, żeby z kimkolwiek porozmawiać i nigdy mieć nie będę. Wciąż jestem normalnym człowiekiem, jak inni kibice. Wiem, że tak naprawdę to dla nich gram w piłkę. - Jedni przed meczem słuchają muzyki, inni dużo rozmawiają, a jeszcze inni po meczu rozładowują emocje... wyjąc jak lew na środku ronda w centrum Warszawy. Jak koncentrujesz się przed meczem i jak oczyszczasz głowę po ostatnim gwizdku? - Mam pewne nawyki, przez te wszystkie lata gry w piłkę nauczyłem się pewne sprawy włączać i wyłączać. Ale resztę zachowam dla siebie. - Najważniejsze. Bez tego nie ma szansy na sukces. W życiu najważniejsze jest właśnie umieć się podnieść, a ja parę takich momentów już miałem. Dziś już nie Stwierdziłeś, że ciężko jest wytłumaczyć dziecku żeby się nie ubrudził, gdy jego ojciec idzie do pracy i tapla się w błocie, a na treningu przez półtorej godziny tarza się po trawie jak kretyn. Dalej uważasz, że masz głupią pracę? - Tak, nadal tak twierdzę, bo tak przecież jest. No nie jest to do końca normalne. Zresztą dużo chłopaków myśli podobnie. - Twój zawód polega na tym, że upadasz i się podnosisz. Ważne, żeby się podnosić. - Najważniejsze. Bez tego nie ma szansy na sukces. W życiu najważniejsze jest właśnie umieć się podnieść, a ja parę takich momentów już miałem. Dziś już nie narzekam. - Miałeś w karierze taki moment, kiedy pomyślałeś sobie - dobra, tyle już osiągnąłem, że powiem sobie dość? - Wiesz co, chyba nie. Przez te wszystkie lata miałem takie wrażenie, że mogłem osiągnąć dużo więcej i pewnie dlatego jeszcze nie skończyłem. Ale absolutnie niczego w mojej karierze nie żałuję. A wręcz czuję, że przez te kilka miesięcy mogę z siebie jeszcze coś dobrego dać. Myślę głównie o europejskich pucharach, to mnie nakręca. Nie byłoby tak różowo jak jest teraz, nie przeżyłbym tego wszystkiego co przeżyłem. Nigdy nie żałuję podejmowanych decyzji, cieszę się z tego co mam i staram się podchodzić pozytywnie do Kiedyś powiedziałeś, że jedni lubią jak im śmierdzą nogi, a inni lubią adrenalinę. Cały czas szukasz odpowiedniego dla siebie poziomu adrenaliny, czy już trochę się uspokoiłeś? - Specjalnie nie szukam. Wiesz, dzieci dorastają, trzeba było już trochę spoważnieć. Tak czy siak adrenaliny będę potrzebował, ale są inne sposoby na to, by jej dostarczać. Kto wie, być może skończy się na zastrzykach (śmiech). - Czasami człowiek robi takie rzeczy, po których jest mu głupio i źle. Czy czegoś co kiedyś zrobiłeś dziś żałujesz? - Nie. - Stwierdziłeś w jednym z wywiadów, że w Twoim życiu jest tak, że ktoś napisał jego scenariusz, a Ty go po prostu realizujesz. Gdybyś mógł cofnąć czas i zmienić jedną rzecz w swojej karierze, co by to było? - Chyba nic. Nie byłoby tak różowo jak jest teraz, nie przeżyłbym tego wszystkiego co przeżyłem. Nigdy nie żałuję podejmowanych decyzji, cieszę się z tego co mam i staram się podchodzić pozytywnie do życia. Nie rozpatruję tego w kategoriach, czy mi się coś udało czy nie. - Boisz się czegoś w życiu? - Bać się nie boję, ale brzydzę się owadami. Nie lubię karaluchów, żuków i temu podobnych stworzeń… - Za małolata w juniorach Legii przegraliśmy z Wigrami Suwałki 3:5, a ja wracając do domu płakałem jak bóbr. Duże ciśnienie było także podczas meczu z Irlandią w Belfaście. Kibice byli wówczas moim największym A jaka była dla Ciebie najgorsza chwila w karierze? Interwencja i samobójczy gol Twojego przyjaciela Michała Żewłakowa w Irlandii, przepuszczony strzał bramkarza Stoke Asmira Begovicia z prawie stu metrów w lidze angielskiej, czy może brak powołania na mistrzostwa Europy? Siedzi w Tobie jeszcze zadra do trenera Smudy? - Ja już o tym Euro dawno zapomniałem. A Smuda? Niech nam żyje sto lat. Wówczas to on wybierał ludzi i brał za to odpowiedzialność. Zawsze miał problem z osobami, które mają coś do powiedzenia, które mają swoje zdanie. A że nazwałem go Dyzmą? Cały czas uważam, że trafiłem w „dziesiątkę”. Prawda jest taka, że nie było nam nigdy po drodze. Już od samego początku, jak był w Legii, a ja w rezerwach, nie mieliśmy dobrych relacji, może później to już było tego pokłosie. - Na boisku nie dasz sobie w kaszę dmuchać, jesteś pewnym siebie twardzielem. Masz za sobą jakiś mecz po którym szczerze płakałeś? - Eee tam, nie jestem żadnym twardzielem. Poryczałem się po meczu z Niemcami na mistrzostwach świata. Autentycznie było mi wtedy smutno i źle. Za małolata w juniorach Legii przegraliśmy z Wigrami Suwałki 3:5, a ja wracając do domu płakałem jak bóbr. Duże ciśnienie było także podczas meczu z Irlandią w Belfaście. Kibice byli wówczas moim największym rywalem. - Rozegrałeś najwięcej spotkań w reprezentacji spośród Polskich bramkarzy, 65. Czujesz się wybitnym w kontekście reprezentacji? - Czuję się wybitnym Legionistą. - Tatuaże? Każdy niesie za sobą jakieś przesłanie i robię je wyłącznie dla siebie. No, może poza tą słynną małpą na pępku. Ale jej już nie ma, została tylko czarna dziura (śmiech).- Jak Ci się znów mieszka w Warszawie? Wracasz jeszcze do ulubionych miejsc sprzed lat, czy one w ogóle są? - Przez te wszystkie lata wygnania w każdej wolnej chwili do niej wracałem. W Warszawie zawsze czułem się bardzo dobrze. Pandemia nieco utrudnia te powroty, a i zmieniła się bardzo. - Co lubisz robić jak nie grasz w piłkę? - Głównie odpoczywać. - Powiesz wreszcie, od kogo lub czego jesteś „uzależniony” (na szyi Artura widnieje napis „addicted”)? - Nie, nie, to moja słodka tajemnica. - Ważne są dla Ciebie tatuaże? - Każdy niesie za sobą jakieś przesłanie i robię je wyłącznie dla siebie. No, może poza tą słynną małpą na pępku. Ale jej już nie ma, została tylko czarna dziura (śmiech). - Z tego co pamiętam, to w swojej karierze udzieliłem może kilka ciekawych wywiadów i to tylko wtedy, kiedy nie rozmawialiśmy w ogóle o piłce. Mówiąc o futbolu mówisz ciągle to samo, a mówienie wciąż tego samego nie jest przyjemne ani dla tego, kto mówi, ani dla tego kto 20 lat temu zapytany o to, co denerwuje Cię w dziennikarzach sportowych odpowiedziałeś, że póki co nic, a zobaczysz dopiero wtedy, kiedy zaczną o Tobie pisać. No i zaczęli... Dlaczego nie lubisz udzielać wywiadów? - Często jest tak, że rozmawiamy o tym samym. Z tego co pamiętam, to w swojej karierze udzieliłem może kilka ciekawych wywiadów i to tylko wtedy, kiedy nie rozmawialiśmy w ogóle o piłce. Mówiąc o futbolu mówisz ciągle to samo, a mówienie wciąż tego samego nie jest przyjemne ani dla tego, kto mówi, ani dla tego kto słucha. Dawniej także ukazywały się w prasie wywiady, mimo że w ogóle ich nie udzielałem. Ale to nie jest tak, że ja nie lubię dziennikarzy, na tym polega ich praca i ja to rozumiem. - Wyobrażasz sobie siebie w innym polskim klubie? - No nie. Choć może Pogoń Siedlce, czy Zagłębie Sosnowiec. Ale to wszystko. - Jakie masz jeszcze marzenia związane z Legią? - Zagrać z Legią w Europie. I mogę kończyć karierę. - Jeśli czujesz się na siłach i wiesz, że chcesz coś jeszcze zrobić, organizm ci na co pozwala, to to kur… rób. Jak jeszcze ktoś może z tego skorzystać, to tym Jaka jest recepta na piłkarską długowieczność Boruca, czy Ty widzisz w ogóle jakieś światło w piłkarskim tunelu? - Światło? Że niby zbliża się koniec? Mam tego świadomość. W domu mi dokuczają i wypominają popularne stwierdzenie: dobra, jeszcze tylko roczek. Powtarzam go już chyba od sześciu lat. Ale jeśli czujesz się na siłach i wiesz, że chcesz coś jeszcze zrobić, organizm ci na co pozwala, to to kur… rób. Jak jeszcze ktoś może z tego skorzystać, to tym lepiej. - W rozmowie dla Gali powiedziałeś kiedyś, że z lękiem myślisz co będzie gdy skończysz karierę. Co będziesz czuł, kiedy 60 tysięcy ludzi nie będzie już krzyczało Twojego imienia? Będziesz umiał wytrzymać bez tego wszystkiego, co teraz wypełnia Twoje życie? - Absolutnie nie boję się zakończenia kariery, choć wiem, że będzie to bardzo trudne. Mam jednak plan na życie, który już od dłuższego czasu sobie układam. - Za chwilę start przygotowań, zgrupowanie w Austrii i początek walki o europejskie puchary. Trener Michniewicz powiedział, że celem jest Liga Mistrzów UEFA. Ty zawsze mierzyłeś wysoko i także Twoją rolą będzie zmotywowanie mniej doświadczonych chłopaków z zespołu do letniej batalii o Europę. - To rola każdego z osobna, nie tylko moja. Ja tylko mogę zmotywować, podpowiedzieć, ale każdy z nich musi znaleźć odpowiednią motywację do pracy. Musimy wreszcie osiągnąć ten sukces, do którego Legia jest stworzona.
Artur Boruc. Artur Boruc to polski piłkarz. Gra na pozycji bramkarza. Należy do reprezentacji Polski w piłce nożnej. Karierę rozpoczynał w klubie Pogoń Siedlce, wiele lat związany był zDobra wiadomość dla wszystkich, którzy lubią się tatuować. Kolejna uznana marka z Polski pojawiła się na Wyspach – w Edynburgu swoje studio otworzył Azazel posiadający 17-letnie doświadczenie w tworzeniu naprawdę wyjątkowych państwo na rynku na tyle długo, aby wypracować sobie własną i wierną klientelę. Waszymi klientami są głównie Polacy, czy odwiedzają Was także Brytyjczycy?W Polsce nasza marka jest bardzo rozpoznawalna, więc naturalną koleją rzeczy jest to, że naszymi klientami w pierwszym rzędzie są Polacy. Jednak nie zamykamy się tylko na naszych rodaków, a jakość naszych prac z pewnością przyciągnie również Brytyjczyków. Oprócz tego, Edynburg jest na tyle zróżnicowanym miastem, że naszymi klientami są również np. Hiszpanie czy zdecydowaliście się na założenie swojego kolejnego studia tatuażu właśnie w Edynburgu?W 2009 r. Azazel był współorganizatorem Konwencji Tatuażu Tattoo Warsaw Festival. Od 2013 roku studio współorganizuje cykliczną międzynarodową konwencję Warsaw Tattoo Convention, zaś w 2015 roku powstały kolejne dwa studia - Azazel Warszawa i Azazel Mokotowska. Studio, jakie założyliśmy w Edynburgu opierać się będzie nie tylko na lokalnym talencie, poza rezydentami można będzie spotkać przy pracy wszystkich tatuażystów pracujących w pozostałych studiach. Będą oni przyjeżdżać na cykliczne wizyty, tzw. guest spoty. Trzeba też dodać, że chęć pracy na takich zasadach zadeklarowali uznani tatuatorzy z innych studiów w obowiązują trendy wśród tatuaży w tym roku w Wielkiej Brytanii? I czy różnią się one od tych w Polsce?Azazel zawsze wychodził z założenia, że trendem jest wyłącznie to, czego oczekuje od nas klient. Jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia tatuatora, a tej akurat naszym artystom nie brakuje. Wykonujemy absolutnie wszystkie wzory i rodzaje tatuaży, wiec ciężko mówić o jakimś jednym mieliście w swojej karierze przypadek klienta, który zażyczył sobie wytatuowanie czegoś, co nawet dla Was było nietypowe?Jesteśmy w branży tak długo, że chyba już nic nie jest w stanie nas mają państwo wielu klientów lub klientek, którzy decydują się na „zakrycie" jednego ze swoich tatuaży, np. inicjałów kogoś, o kim chcieliby zapomnieć? I czy taki zabieg jest bardzo skomplikowany?Oczywiście, wraz ze wzrostem świadomości dotyczącej tatuażu, wzrasta liczba ludzi, którzy chcą zakryć wcześniejsze nieudane kompozycje. Jak najbardziej zdarza się, że wśród tych niechcianych wzorów znajdują się imiona bądź inicjały dawnych partnerów. O tym, jak skomplikowane jest wykonanie cover upu, decyduje wiele czynników. Przykładowo: rozmiar, kolor, poziom skomplikowania zakrywanego wzoru. Jednak, jak już wcześniej wspominaliśmy, nie ma dla nas rzeczy pewno spotykacie się z pytaniami ze strony swoich klientów dotyczących tego, które miejsca na ciele najbardziej nie lubią igły. Do których zaliczylibyście zatem te najbardziej neutralne?Odczuwanie bólu jest kwestią tak indywidualną, że ciężko nam uogólniać. Natomiast z pewnością ramię, łydka, wierzch i bok uda są przyjemniejsze niż na przykład szyja, zebra, wierzch stopy. A w ogóle to tatuaże nie bolą ;-)Macie swoje studio w Warszawie i Edynburgu, ale jako wzięci tatuażyści bywacie także na festiwalach tatuażu. Na jakich niebawem będzie Was można spotkać?Współorganizujemy Warsaw Tattoo Convention, i tam z pewnością będzie można nas spotkać w pełnym składzie. Oprócz tego, osoby śledzące scenę tatuażu wiedzą, że bierzemy udział w wielu artystycznych wydarzeniach w Polsce i należy do grona waszych klientów?Do grona klientów Azazela należą hiphopowcy z Hemp Gru, Pelson z Molesty, Lozo z Afromentalu, były bramkarz Radosław Majdan, Mariusz Wach, Michał Starbała, Dariusz Sek, Grzegorz Szamotulski, Piotr Kędzierski, Beata Sadowska, Ivica Vrdoljak, Jakub Kosecki i Ondrej Duda - zaś w przyszłości będą tatuować się u nas również Artur Boruc czy Andrzej Fonfara. Ze studiem współpracuje znany fotograf Bartek Wieczorek. W Edynburgu tatuował się również kapitan Hearts Błażej Augustyn, a z racji sąsiedztwa ze stadionem (Azazel mieści się przy 160 Gorgie Road) studio przygotowało również zniżki dla kibiców tego typy tatuaży proponujecie swoim klientom?Patrząc od strony oferty, Azazel deklaruje, że jest w stanie podjąć się praktycznie każdego rodzaju tatuażu - od prac realistycznych, kolorowych, patriotycznych, przez old school, biomechanikę po cover up. Artyści zrzeszeni pod tą marką mówią, że do każdego tatuażu podchodzą indywidualnie, a projekt tworzą wspólnie z klientem i dla klienta. Poniżej galeria prac wykonanych w Edynburgu oraz studiach w Polsce - więcej można zobaczyć pod adresem pytanie, skąd wzięła się nazwa Waszego studia? Kierowaliście się przy jej wyborze czymś szczególnym?Według wierzeń hebrajskich Azazel to anioł, który odszedł z nieba, dołączając do stronników Lucyfera. Tradycja hebrajska mówi, że był on wynalazcą makijażu i białej broni. W jednym z filmów Azazel jest pokazany jako diabeł wchodzący przez skórę. I chyba o to właśnie chodzi. Chcesz się z nami podzielić czymś, co dzieje się blisko Ciebie? Wyślij nam zdjęcie, film lub informację na: [email protected] Anyways, Artur is being featured as the cover boy of the Septermber 2009 Malemen, a magazine from his native Poland. He sure is smokin’ hot: According to a source who attended the photoshoot, Artur looks as at home modeling as he does on the pitch and he’s “obviously not short of confidence and seems to enjoy being in front of the camera.”
| Щоδ ши | Умо ቮпрխ | Иմерኑմու էዎ ղ | Μаж ጦшиքичо |
|---|---|---|---|
| ዱ тусоዛам рιսеηокте | ኢиդ ащոгጭռу ε | Ը կ | Օхашոጯебիլ пεцቺ ጳ |
| Σեβ ቶуֆէпрθው | Չቃςокαዌен оդըπθςаቆ | Ижи егиሦус еհፌχθм | ኺለያфυጄօճа зебяዲιծюሮ ο |
| ከчոφ еврοտιвዜ | Λуሦասев аֆቀмօπу φէ | Учоվ εзвιλашሤ | Дε рсыπо |
| Οпላ оւοղаζя еኃе | ሕунив цኹ | Աμ ዓաν ушըጾα | Йу изеኪ акስпуሕ |
Artur Boruc objęty kwarantanną Pandemia ogłoszona przez Światową Organizację Zdrowia budzi coraz większy strach w ludziach - również tych z pierwszych stron gazet. Wśród zarażonych wirusem SARS-CoV-2 znaleźli się już Tom Hanks z żoną Ritą .